Posty: 1660 Pochwał: 0 Nagan: 0 Skąd: Miasto Rozpusty
Wysłany: 2009-06-14, 23:16
Jak tak czytam te wypowiedzi to stwierdzam ze nauczycielka nie przewidziała ze jej slowa trafią na taki grunt.
Odczuwasz jakoś to ze płacisz za podręczniki, których tak naprawdę wcale nie musisz mieć?
_________________
Jeżeli w podpisach widzisz swój nick to kliknij TUTAJ
Kiedyś to trzeba było płacić ciężką kasę za to, by dziecko mogło się uczyć - i wtedy naprawdę to doceniało. Teraz szkoła jest dostępna dla każdego i dzieciaki, zamiast cieszyć się z tego, że mogą się rozwijać, to narzekają...
Wolelibyście całymi dniami harować np na polu, lub w stajni? A to nie jest lekka robota, zaręczam wam.
_________________ Nature and Nature's laws
lay hid in night:
God said, Let Newton be!
and all was light.
"- I wtedy... wtedy zrobię mu z dupy jesień średniowiecza.
Mieli pilniejsze sprawy, ale pan Szpila był zaintrygowany.
- A jak dokładnie? - zapytał.
- Myślałem najpierw o gaiku... - Pan Tulipan się zadumał. - Potem pokaz tańców ludowych, uprawa ziemi aż do pojawienia się trójpolówki, kilka faz zarazy, a później, jeśli ...ona ręka nie będzie nazbyt zmęczona, wynalazek końskiego chomąta.
- Brzmi nieźle - uznał pan Szpila. (...)"
ja rzadko chodze na wagary.
w tym półroczu miałam bodajże 5 h nieusprawiedliwionych.
nie lubię się urywać, bo potem wychowawczyni to do mnie ma głównie pretensje.
Kilka razy w miesiącu nie zaszkodzi. xd Jak mam 3 godziny nieusprawiedliwione w miesiącu, to wkręcam mamie, że ktoś mi wpisał nieobecność, bo nie usłyszał jak mówię 'jestem'.
ja na wagary chodzę tak często jak mi się chce (minimum 3 razy w tygodniu) na to zawsze jestem chętny więc mnie zawsze ktoś wyciągnie
czasem pojedyncze godziny z rana czasem z środka a czasem ostatnie lekcje no i oczywiście te cało dniowe
a rodzice że to moja sprawa i do niczego mnie zmuszać nie będą
ja mam po 400h (+/-) rocznie
W pierwszej i deugiej klasie LO : gdzieś raz w tygodniu, bądź dwa po godzinie. W trzeciej - pilna uczennica starała się nie opuszczać zajęć:D
Na studiach - to juz nie wagary.
IceScreaam napisał/a:
Raczej na pojedyncze godziny czy cały dzień?
pierwsze dwie, ostatnie dwie, czasem cały dzień jak mało lekcji było.
IceScreaam napisał/a:
I jak nastawieni są wasi rodzice?
Nie przeszkadzało im bo nie miałam problemów z nauką.
Ja raczej wcale nie wagarowałam. Chociaż pamiętam, że raz babka z angielskiego na początku roku szkolnego tak mnie wkurzyła, że przez dwa tygodnie nie chodziłam na jej lekcje.
A jak nie chciałam w ogóle iść do szkoły, to prosiłam mamę, żeby napisała mi usprawiedliwienie i kilka razy zdarzyła się symulacja choroby.
ja czasami zwiewam.x D
A jak jestem sama w domu, to zostaję normalnie. I mam w d*pie, co w moim domu na to. W szkole dosyć często nie czuję się dobrze. ; )
Ja miałam jedną zabawna historię z wagarami.
Jestem jedna z najlepszych uczennic w szkole. Wiadomo że w ostatnie dni szkoły kiedy jest ciepło a na lekcjach i tak nic sie nie robi idzie sie na wagary. W końcu po namowachklasy zgodziła sie pójść pierwszy raz na wagary. Razem z koleżanką uciekałysmy z ostatniej lekcji na którą i tak nauczycielka sie spóźniała (nie było jej nawet na terenie szkoły). W szkole zostało parę osób, część tez poszła na wagary. Jakie było nasze zdziwienie gdy przed wejściem czekał najbardziej surowy nauczyciel w szkole (był na przerwie na fajkę)... Z koleżanką sramy już w gacie kiedy sie nas pyta swoim ochrypłym głosem "A dokąd to panie się wybierają?" A my na to, że do domu. ON: "A to wasza klasa jest zwolniona?"
MY: "Nie ma p.xxx więc idziemy do domu, niektórzy jeszcze zostali w szkole" ON: "Aha" i nas puścił. W życiu tego nie zapomnę.
A później jak na wagary to całą klasą szliśmy. Byliśmy np jednego dnia tylko na 2 lekcjach na których i tak się nie uczyliśmy...
_________________ "Ignorance is your new best friend"
Jak byłam w gimnazjum to często szłam z koleżanką na wagary a nauczyciele najczęściej myśleli, że to następne moje zwolnienie bo musze iśc do lekarza, więc rodzice nawet nie wiedzieli, że sama sobie wychodziłam
Jak już się zrywać to na cały dzień, nie potrzeba mi opinii zlewaczki przychodzącej na 1-2 lekcje..
Co do rodziców? Ojciec da dłużej pospać, potem napisze zwolnienie.
Jeśli chodzi o matkę to gorzej, ale jak już się 'przebłaga' to możemy iść razem na zakupy czy na kawę zamiast do szkoły. : )
Nie wiem jak to będzie na studiach. Z jednej strony ciąg w kierunku wagarów się nie cofnie, a nawet wzmocni. Ale studia mogą okazać się decydujące w kontekście robienia pieniędzy, które to jest moim nadrzędnym życiowym celem. Jeszcze nie wiem jak to będzie. W Anglii opuszczałem dosyć sporo, choćnie jakoś szczególnie dużo. Apogeum przypadło na drugą klasę liceum. Przez kilka tygodni przychodziłem tylko na historię i wos. I takie cykle się powtarzały. Nie wiem jaką miałem frekwencję, ale miałem być nieklasyfikowany. W 3 też dużo, choć kilkutygodniowych serii już tak nie zaliczałem. Na wagary chodziłem z dwoma kolegami. Wszyscy wzajemnie się nakręcaliśmy, reszta próbowała dotrzymywać nam kroku - szło im dobrze, ale jednak nie wytrzymywali tyle co my.
_________________ Aj Waj, Aj Waj.
Polska nie wasz kraj.
Czasem chodzę na wagary.Zwykle zrywam sie z kilku ostatnich lekcji a jak chcą usprawiedliwienie to sama sobie napisze.Na szczęście mam taka tępą wychowawczynie ze sie nie zorientuje ze to ja pisałam.;)Raz tylko była afera jak całą klasa poszliśmy do kina bez opiekuna,mieli nam wszystkim zachowanie obniżyć ale w końcu i tak nikt nie poniósł z tego konsekwencji i na koniec roku skończyłam z zachowaniem bardzo dobrym:)
Chodzę i będę chodzić -.-
Z ostatnich lekcji lub całe dni, ale zawsze mam uspr. bo mi kolega pisze : ) już tak 2 lata jadę na tych usprawiedliwieniach ^ ^
Moze pojade tutaj strasznym demoralizatorem, ale ze szkoly uciekalam czesto i namietnie, juz nie mowiac o okresie czerwcowym, kiedy to mnie w ogole nie bylo.
Co najdziwniejsze w ogole mi sie to nie odbijalo na ocenach - same 4 i 5 Mozliwe ze dlatego ze czesto zamiast gdzies isc w miasto (w moje malutkie miasteczko ciezko nawet gdzies pojsc) zostawalam z domu i z nudow nawet cos przeczytalam na klasowke
hmm wagary ?? ;p
az tak czesto sie nie chodzi ale jak juz coś to raczej na cały dzien a potem sie wymysla coś i sie usprawiedliwia. A jak sie trafi jakaś jedna godzina to tak samo zawsze jakis powód jest.. Dentysta albo jazdy ;p
_________________ ...Życie stało się piękne gdy pojawiłaś się Ty ** ...KC NatuUu... **
Posty: 1599 Pochwał: 0 Nagan: 0 Skąd: centrum niczego
Wysłany: 2009-10-10, 19:14
ja mniej więcej od 15 roku życia wyznawałam zasadę, że do szkoły należy chodzić po najmniejszej linii oporu. Byle było 50% + 1 godzin z każdego przedmiotu.
_________________ "Niewiedza niczego nie usprawiedliwia. Przeciwnie. Jeśli jesteś, ku*wa, za durny, żeby się tego domyślić, to pewnie nie masz prawa żyć."
Raczej nie chodze na wagary. Kilka razy byłam, ale to całą klasą- stwierdzilismy, że koniec roku jest i nie chce nam się w szkole siedzieć...
A jeśli wyjątkowo nudzę sie w szkole, albo koniecznie nie chcę być na jakiejść lekcji, to pisze mamie smsa, czy mogę napisac zwolnienie (i tak to robię, zanim odpowie ).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum